niedziela, 21 kwietnia 2013

Zawód: opiekunka


Dwa lata temu stałam się opiekunką starszej osoby, dokładniej - starszej Niemki. Wybrałam się do miasteczka położonego w Nadrenii Północnej-Westfalii, gdzie spędziłam prawie trzy miesiące. Moja podopieczna miała problemy z pamięcią - poza gotowaniem, sprzątaniem i robieniem zakupów, zajmowałam się tam też szukaniem tego, co Frau Anne zgubiła. Mogły to być okulary, notes z numerami telefonów, sam przenośny telefon, pilot od telewizora, gazeta lub cokolwiek innego. Poszukiwania trwały zazwyczaj około kwadransa i były prowadzone w dość nerwowej atmosferze. Wielu rzeczy nie udało nam się odnaleźć, np czerwonej, skórzanej kurtki z czasów młodości, której nigdy nie widziałam, a która także zaginęła (przeszukałyśmy nie tylko wszystkie szafy, ale i rozległą, zagraconą piwnicę).
Nie porwałam się wówczas na stawianie diagnoz, ale domyślałam się, że Frau Anne może być chora na jedną z wielu tzw. chorób otępiennych, być może była to wczesna postać alzheimera.

Historia Andrei Gillies jest inna, ale moją i jej opowieść łączy wątek starości i problemów z pamięcią. Andrea Gillies opisała w książce "Opiekunka. Życie z Nancy. Podróż w świat alzheimera" swoje dwuletnie doświadczenia związane z opieką nad chorą na alzheimera teściową i poruszającym się na wózku teściem. W tle opowieści pojawia się również mąż i dwójka dzieci - trzypokoleniowa rodzina zamieszkała razem po tym, jak starsi ludzie przestali - jak się to często dyplomatycznie określa - "radzić sobie z codziennością".

Będąc gdzieś w połowie książki obwieściłam na facebooku, że "Opiekunka.." jest napisana bez zbędnych ceregieli. Tutaj dodam jeszcze, że jest to też książka przenikliwa i trzeźwa,  ale i emocjonalna oraz osobista. Autorka opisuje w niej sytuacje, w których starała się podążać za Nancy (zarówno dosłownie, jak i symbolicznie - gdy dostosowywała się do jej percepcji rzeczywistości), ale i takie, w których jest z nią szczera (mówiąc jej, na co choruje), oraz takie, gdy jest wściekła (i wrzeszczy na podopieczną).  Andrea Gillies nie bała się napisać o tym, że opiekowanie się chorym może być odczłowieczające ani o tym, że oddanie chorej do domu opieki może wiązać się z ulgą odczuwaną przez opiekuna i poprawą stanu podopiecznej. Autorka przygląda się chorobie alzheimera jako fenomenowi psychicznemu, medycznemu i społecznemu. Z jej książki dowiemy się nie tylko tego, w jaki sposób choroba została "wynaleziona" i jak obecnie wyjaśnia się jej przebieg i przyczyny zachorowania, ale i tego, w jaki sposób choroba alzheimera rozwijała się u bardziej i mniej znanych osób na nią cierpiących, oraz tego, jak w Wielkiej Brytanii działają instytucje mające wspierać chorych na alzheimera i ich rodziny. 

"Opiekunka.." jest świetnie udokumentowana (można powiedzieć, że to tzw. reportaż wcieleniowy) i  napisana.  Życie z chorymi jest dla Andrei  Gillies, po pierwsze,  szeregiem różnorodnych  trudności, z którymi trzeba się uporać,  i, po drugie,  okazją do zbierania różnego rodzaju materiałów - zarówno tych, w które obfitowało tzw. zwykłe życie, jak i tych odnalezionych w poradnikach, literaturze pięknej i literaturze medycznej.

Oczywiście (?), nieprzypadkowe jest to, że opieką nad niesprawnymi ludźmi zajmuje się narratorka, a nie jej mąż (choć to w końcu jego rodzice). Andrea Gillies pisze:
Zaczęłam się zrywać z łóżka w panice, z mocno bijącym sercem, spocona ze strachu. Jak będzie wyglądała przyszłość, którą najwyraźniej sama dla siebie wybrałam? Nie wyobrażałam sobie, że moi teściowie tak szybko staną się całkowicie bierni, nie przyszło mi na myśl, że opieka nad nimi będzie wyłącznie moją pracą - ale właściwie tak się stało, bo przecież mężczyźni mają prawdziwe prace, a kobiety nie.

(Mężczyźni [większość] wydają się być upośledzeni pod względem umiejętności udzielania opieki. Podchodzą z rezerwą nie tylko do opiekowania się swoimi starszymi rodzicami, ale i swoimi małymi dziećmi, nie mówiąc już o obcych starszych ludziach. Gdy dowiedziałam się, że całe zamieszanie wokół urlopów tacierzyńskich dotyczyło możliwości udania się przez ojców na raptem dwa tygodnie takiego urlopu, z wrażenia omal nie spadłam z krzesła).

Z relacji Andrei Gillies wynika też, że będąc opiekunką, pisarka była w dość komfortowej sytuacji: miała do pomocy kilka osób (pielęgniarek i płatnych opiekunek) i instytucji (domów dziennego i czasowego pobytu). To dlatego parter domu Andrei i jej męża stał się w pewnym momencie przestrzenią półpubliczną, przemierzaną przez obce osoby, które także zajmowały się teściami autorki. Dzięki temu Andrea Gillies w trakcie opiekowania mogła czytać, pisać i wyjeżdżać na wakacje. Dzięki temu też powstała ta zajmująca książka.
  


Andrea Gillies, "Opiekunka. Życie z Nancy. Podróż w świat alzheimera", przeł. Zbigniew Zawadzki, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012


PS  Pracuję obecnie nad reportażami o polskich opiekunkach wyjeżdżających do pracy w Niemczech i o ich niemieckich podopiecznych, zajmując się także innymi, związanymi z tym tematami. Jeśli pracowałyście (pracowaliście) lub pracujecie jako opiekunki (opiekunowie) osób starszych właśnie w Niemczech i chciałybyście (chcielibyście) porozmawiać ze mną o swojej  pracy, zapraszam do kontaktu: wiatr.anna@gmail.com   




1 komentarz:

  1. Ten tekst uświadomił mi, że kiedy przychodzi konieczność opiekowania się chorym członkiem rodziny, wiele kobiet nawet nie pomyśli, żeby choćby częściowo, zaangażować innych członków rodziny. Sama jestem taką osobą, gdy w wizji opieki nad swoim coraz starszymi teściami, widzę przede wszystkim siebie. Jest to głęboko niesprawiedliwe i Pani opowieść zwróciła mi uwagę, że wcale tak być nie musi.

    OdpowiedzUsuń