środa, 26 listopada 2008

3 języki, 2 kraje i sporo wątpliwości

Ostatnio odbywał się we Wrocławiu Tydzień Filmu Niemieckiego, zresztą po raz kolejny w tym roku; uznałam, że jak najbardziej do rzeczy będzie w tym kontekście pójście do kina na.. "Na krawędzi nieba".

 ___

Coraz bardziej tęsknię za życiem pomiędzy-krajami i pomiędzy-językami, nawet jeśli - jednocześnie - coraz wyraźniej dostrzegam (krytyczny zmysł?) bariery, ograniczenia i podziały, które w dużej mierze konstruują ten rodzaj życia pomiędzy. Może chodzi też (w tym filmie i w tym, jak go zobaczyłam) o dobitną, przebijającą niemalże z każdej sceny melancholię, która spowija ludzką egzystencję - spełnienie oddala się od nas wtedy, gdy już prawie mamy je w garści. Kłóci się to jednak z dominującym przekazem nowoczesności: bieg twojego życia zależy od ciebie - musisz tylko nauczyć się je kontrolować.
Kontrolować? A co to w ogóle znaczy? Pyta reżyser. A ja podpisuję się pod jego pytaniem.

Ten film podejmuje zresztą wiele, jak się okazuje, coraz bardziej 'moich tematów', wciąż na przykład powraca w nim kwestia języków i tożsamości: jednym z ciekawszych wątków okazuje się historia syna tureckiego imigranta (czy można jednak nazywać imgrantem kogoś, kto mieszka w danym kraju, w tym wypadku w Niemczech, trzydzieści lat??), profesora literatury niemieckiej na niemieckim uniwersytecie, który zmienia języki w zależności od sytuacji. To szczególne 'niedopasowanie', 'odstawanie' jest dla niego dość pociągające - wyjeżdża z Hamburga do Istambułu, zaczyna nowe życie.. Zajmując się prowadzeniem niemieckiej księgarnii.
W dużej mierze to również film o przypadkowości naszych biografii; nie wiem , czy kiedykolwiek nowoczesne instytucje zdołają wyeliminować tę niepokojącą przypadłość ludzkiej egzystencji.



Fatih Akin, "Na krawędzi nieba"/"Auf der anderen Seite"/"Yasamin kiyisinda" (2007)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz